Końcówka lata i początek jesieni to jeden z najlepszych momentów na ograniczenie marnowania żywności. Dotyczy to zarówno osób posiadających własny ogród czy działkę, jak i tych, które kupiły zbyt dużo warzyw i owoców podczas sezonowych promocji.
Pomidor mięknie? To jeszcze nie powód, żeby go wyrzucać
Dojrzałe pomidory mają stosunkowo krótki czas, w którym wyglądają idealnie. Miękki, lekko pomarszczony pomidor – o ile nie ma pleśni ani oznak zepsucia – nadal może świetnie sprawdzić się w kuchni.
To właśnie bardzo dojrzałe owoce można przeznaczyć na przecier, sos do makaronu, zupę pomidorową czy domowy ketchup. Dobrym rozwiązaniem jest również upieczenie ich w piekarniku razem z czosnkiem, cebulą i ziołami, a następnie zblendowanie.
Gotowy sos można podzielić na niewielkie porcje i zamrozić. Zimą wystarczy wyjąć jedno opakowanie, zamiast każdorazowo sięgać po gotowy produkt.
Pomidory można również suszyć. Nie trzeba przy tym dysponować profesjonalną suszarką – przy odpowiednio niskiej temperaturze można wykorzystać piekarnik. Trzeba jednak pamiętać, że jest to proces długotrwały, więc pod względem zużycia energii suszarka do żywności może okazać się rozsądniejszym rozwiązaniem, szczególnie gdy robimy większą partię.
Cukinia – problem urodzaju
Osoby uprawiające cukinię dobrze wiedzą, że kilka dni nieuwagi może wystarczyć, aby niewielkie warzywo zamieniło się w prawdziwego giganta. Duża cukinia nie musi jednak trafiać na kompost.
Młodsze sztuki świetnie nadają się do grillowania, smażenia czy przygotowania makaronu warzywnego. Większe można obrać, usunąć twarde pestki i wykorzystać do zup kremów, leczo, placków albo sosów.
Cukinię można także zamrozić, choć po rozmrożeniu nie zachowa pierwotnej chrupkości. Z tego powodu najlepiej od razu przygotować ją w formie dostosowanej do późniejszego zastosowania – pokroić w kostkę do zupy lub leczo albo zetrzeć na tarce z myślą o plackach.
Ciekawą metodą przedłużenia trwałości warzyw jest również kiszenie. Do słoika mogą trafić nie tylko ogórki. Kisić można cukinię, pomidory, paprykę, marchew, kalafior czy buraki. To prosty sposób na zagospodarowanie produktów, których mamy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść na bieżąco.
Jabłko nie musi wyglądać jak z reklamy
Wrzesień przynosi także obfitość polskich owoców. Problem w tym, że część z nich przegrywa już na etapie wyglądu. Jabłko z plamką, gruszka o nieregularnym kształcie czy bardzo dojrzała śliwka mogą nie prezentować się perfekcyjnie, ale nadal nadawać się do jedzenia.
Owoce z niewielkim mechanicznym uszkodzeniem można wykorzystać jako pierwsze, wycinając uszkodzony fragment. Nadają się do kompotów, musów, ciast, owsianek czy sosów.
Jabłka i gruszki można również suszyć. Tak przygotowane owoce zajmują niewiele miejsca i mogą być przechowywane znacznie dłużej. Śliwki z kolei doskonale nadają się na powidła, także przygotowywane bez dużej ilości dodatkowego cukru.
Ważne jest jednak rozróżnienie produktu jedynie przejrzałego od rzeczywiście zepsutego. Owoców i warzyw pokrytych pleśnią nie należy „ratować” poprzez wycięcie widocznej zmiany i zjedzenie pozostałej części. W takich produktach strzępki grzybów mogą znajdować się głębiej, niż widać gołym okiem.
Zamrażarka może uratować więcej, niż się wydaje
Najprostszą metodą ratowania nadmiaru jedzenia pozostaje zamrażanie. Wiele produktów można przechować w ten sposób przez dłuższy czas, ale warto zrobić to z głową.
Zamiast wkładać do zamrażarki kilogram warzyw w jednym opakowaniu, lepiej przygotować porcje odpowiadające jednemu posiłkowi. Dzięki temu później rozmrozimy dokładnie tyle, ile potrzebujemy.
Warto również opisywać opakowania datą i zawartością. Zamrożony sos pomidorowy, mus śliwkowy i zupa krem po kilku miesiącach mogą wyglądać zaskakująco podobnie.
Pomocne jest także stosowanie zasady „najstarsze zjadamy jako pierwsze”. Zamrażarka nie powinna być miejscem, do którego żywność trafia po to, abyśmy znaleźli ją przypadkiem dwa lata później.
Nie wszystko trzeba przerabiać
W duchu zero waste łatwo wpaść w jeszcze jedną pułapkę: przetwarzanie wszystkiego za wszelką cenę. Jeśli mamy skrzynkę jabłek, których nie potrzebujemy, bardziej racjonalne może być podzielenie się nimi z sąsiadami, rodziną czy współpracownikami niż wielogodzinne gotowanie przetworów, których później nikt nie zje.
W wielu miejscowościach działają także jadłodzielnie, do których – zgodnie z zasadami konkretnego punktu – można przekazywać żywność nadającą się do spożycia.
Ograniczanie marnowania jedzenia zaczyna się bowiem jeszcze przed kuchennym koszem. Najlepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie produktu zgodnie z jego przeznaczeniem. Dopiero później warto szukać kolejnych sposobów zagospodarowania.
Wrześniowy nadmiar pomidorów, cukinii czy jabłek może więc być nie problemem, lecz zapasem na jesień i zimę. Czasem wystarczy zamrażarka, kilka słoików albo telefon do sąsiada, żeby to, co jeszcze wczoraj groziło wyrzuceniem, dostało drugie życie.
