Nawet kilkadziesiąt os dziennie w mieszkaniach. Winne… pasieki miejskie?

O potrzebie dbania o owady zapylające mówi się w ostatnich latach coraz częściej. Choć działania skupiają się głównie na pszczołach, dla których powstają specjalne domki i pasieki także w dużych miastach, to naturalnych „zapylaczy” jest o wiele więcej. Niedawno eksperci wskazywali na wątpliwości co do zalet miejskich pasiek, a nawet zagrożenia jakie się z nimi wiążą. Choć mieli na myśli głównie ochronę dzikich gatunków pszczół, to mieszkańcy Poznania zauważyli inny problem. W rejonie miejskich pasiek do ich domów masowo wlatują… osy.

Nawet kilkadziesiąt os dziennie w mieszkaniach. Winne… pasieki miejskie?

Napisał do nas pan Piotr, mieszkaniec bloku przy ul. Bukowskiej. To rejon, w którym niedawno, na dachu budynku Uniwersytetu Ekonomicznego (przy ul. Towarowej), zamontowano nową pasiekę dla pszczół. Zamieszkało tam ok. 80 tysięcy owadów. Niemal w tym samym czasie mieszkańcy okolicy zauważyli problem wlatujących do mieszkań i domów… os. Kwestia ta omawiania jest także na lokalnych grupach w mediach społecznościowych.

Okazuje się, że dziennie do domów wlatuje nawet kilkadziesiąt owadów, a część mieszkańców została także pożądlona. Dla naszego czytelnika i jego sąsiadów, istnieje związek między miejskimi pasiekami, a nagłym pojawieniem się os. Jak mówią, przy uchylonych na noc oknach wchodząc nad ranem do kuchni można natknąć się nawet na ok. 20 os.

„Nie jest to miłe, jak się wchodzi do kuchni zrobić śniadanie do pracy, a tam lata 20-30 os” – wskazuje pan Piotr w wiadomości do nas

Sprawa zgłaszana była m.in. zarządcom budynków oraz wspólnotom mieszkaniowym. Mieszkańcy ostrzegają się wzajemnie, szczególnie bojąc się o dzieci, zwierzęta, osoby starsze oraz wykazujące reakcje alergiczne na użądlenia.

Przyjrzeliśmy się sprawie i temu, czy istnieje związek między pasiekami a pojawieniem się os. Choć generalnie są to gatunki, które nie pałają do siebie zbytnią sympatią, to zdecydowanie występują obok siebie.

Osy nie produkują miodu, ale jak wskazują eksperci „lubią przylecieć na gotowe”. Oznacza to, że pasieki i inne gniazda pszczół przyciągają swoim słodkim zapachem osy, które chętnie skorzystają z gotowej słodkiej przekąski. Gdy ul czy pasieka jest mniejsza, osy potrafią nawet stoczyć zwycięską bitwę z nimi odbierając im miód i dom. Gdy pszczół jest jednak więcej, osy – w zależności od własnej liczebności – zwykle trzymają się „w pobliżu”, ale bez większego ataku.

Także pojawienie się większej ilości kwiatów, z których ma być zbierany nektar nie jest bez znaczenia. Osy również z niego korzystają, dlatego chętnie zamieszkują w okolicy.

Dlaczego wlatują do domów? Tu zależności są dwie i potwierdzają je obserwacje mieszkańców. W okresie jesiennym wlatują do domów, gdy robi się chłodniej na zewnątrz. Domowe ciepło jest idealnym miejscem do odpoczynku i schowania się przed wiatrem czy deszczem. Najczęściej zauważane są w kuchni, bo to właśnie tam czują jedzenie – nie tylko domowe obiady, ale przede wszystkim owoce, także te jesienne, które mają charakterystyczny zapach. Jesienne jabłka, winogrona, gruszki czy też dynie i kabaczki to te produkty, które wabią osy „do stołówki”.

Sprawdziliśmy również obserwacje mieszkańców dotyczące tego, że owady lecą do zapalonego światła. Eksperci potwierdzają, że nie tylko komary czy ćmy kierują się tam, gdzie światło. Także dla os jest to sygnał, że mogą tam znaleźć coś dla siebie. Właśnie dlatego mieszkańcy zaczęli uprzedzać się wzajemnie, by nie zapalać światła, gdy okna są uchylone.

Poznaniacy choć cieszą się z programów edukacyjnych i bioróżnorodności w mieście to ciężko im nie dostrzegać zagrożenia w ich życiu codziennym. Dopóki owady są na zewnątrz, problemu nie ma, ale walka z nimi w domu staje się coraz bardziej uciążliwa i niebezpieczna. Tym bardziej, że przeciwieństwie do pszczół, osy są bardziej skore do ataku. Trudno jednak mieć pewność, czy akurat pasieka UEP ma coś wspólnego z pojawieniem się ich w okolicy czy może pozostałe działania na rzecz owadów mają taki skutek.

Pocieszeniem dla mieszkańców może być fakt, że problem niedługo sam powinien się zakończyć – osy będą zimować i powrócą dopiero na wiosnę. Co istotne, ich gniazda są jednoroczne – od wiosny do jesieni. Szczytowy okres rozwoju przypada na przełom lipca i sierpnia. Jak wskazują eksperci, większość ludzi zauważa pobliskie gniazda os właśnie dopiero na jesień – ponieważ wtedy gromadnie wylatują one z gniazd i lecą ku ludzkim domostwom. Tymczasem działania trzeba było podjąć… wiosną.

Obecnie – we wrześniu – skuteczna likwidacja gniazda nie jest możliwa. Nawet fizyczne zniszczenie ich domu nie sprawi, że zabite zostaną wszystkie osobniki. Robotnice nadal będą powracać do miejsca, w którym było ich gniazdo. Jego usunięcie może spowodować jedynie większe rozwścieczenie owadów. Interwencje trzeba przeprowadzać na wiosnę, gdy gniazda są budowane przez zapłodnioną samicę. Strącenie zalążka gniazda sprawi, że przeniesie się ona w inne miejsce, gdzie nikt jej nie będzie niepokoił.

Eksperci zalecają działania doraźne – zamykanie okien zwłaszcza przy zapalonym świetle czy przykrywanie owoców, by nie wabiły zapachem. Można także postawić na parapecie miętę, tymianek czy majeranek, którego zapachu osy nie lubią.